Z ŻYCIA KLUBU

  • Aktualności

ROWEROMANIA

  • Moja Roweromania
  • Magia kolarstwa
  • O wyścigach szosowych
  • Tuning roweru-odchudzanie
  • Ranking podjazdów
  • Mistrzowie kolarscy
  • Blog treningowy Daniela
  • Opisy zawodów
  • Wyścigi kolarskie
  • Nowa złożona maszyna
  • Górskie skalpy

O NAS

  • Kolarze
  • Stroje teamowe

TRENINGI

  • Najbliższy trening
  • Nasze trasy
  • Opisy treningów
  • Górskie treningi
  • AUSTRIA TYROL 2015 r
  • KOTLINA KŁODZKA 2015

GALERIA

  • Fotki Daniela
  • Zdjęcia z treningów
  • Zdjęcia z zawodów
  • Zdjęcia z rajdów
  • Wycieczki rowerowe
  • Filmiki
  • Fotki z Giro d'Italia 2009

ZAWODY

  • Maratony i wyścigi szosowe
  • Maratony i wyścigi szosowe 2
  • Maratony-rajdy

BIEGANIE

  • Biegi-zawody
  • Galeria biegowa

KONTAKT

  • Poczta, GG

LINKI

  • Linki do ciekawych stron

  • HOME

Magia kolarstwa

Mówi się, że nie zrozumie kolarza ten, kto sam nigdy nie stanął na starcie wyścigu. Stara to prawda i rzeczywiście coś w tym jest. Trudno bowiem pojąć jaka siła każe dzień za dniem mknąć przed siebie dziesiątki, a nawet setki kilometrów,  zmuszając do zmagania się z bólem, własnymi słabościami i ograniczeniami, a nierzadko także złośliwością sprzętu. Recepta na zrozumienie tej desperackiej siły woli jest jedna. To po prostu trzeba przeżyć!

Dla wielu kolarstwo szosowe to nic innego, jak zwykła jazda na rowerze, nie wymagająca zbyt dużych nakładów wysiłku (no, może odrobinę bardziej intensywna niż ta, którą możemy codziennie zaobserwować na miejskich ścieżkach rowerowych). Ot, takie sobie zwykłe hobby. Nudne zajęcie dla zabicia czasu. I na pierwszy rzut oka rzeczywiście mogłoby się to wydawać prawdą. Jednakże przy bliższym przyjrzeniu się tej dyscyplinie sportu zaczynamy dostrzegać coś znacznie więcej niż tylko jazdę. Dostrzegamy człowieka. Jego niesamowitą determinację oraz jakąś niesamowitą, tajemniczą siłę, która każe mu dawać z siebie wszystko. Czasami wszystko... i jeszcze trochę.

I ani się spostrzeżemy, jak nagle dochodzimy do wniosku, iż tak naprawdę kolarstwo to jeden z najbardziej wyczerpujących i wymagających dyscyplin, która z powodzeniem mogłaby znaleźć swoje miejsce na liście sportów ekstremalnych. Niewiarygodne czasami tempo jazdy, wyniszczające wzniesienia do pokonania oraz skrajne ograniczenie czasu uniemożliwiające pełną regenerację organizmu pomiędzy kolejnymi etapami nie może bowiem pozostać bez wpływu na zdrowie i stan zawodników profesjonalnych wyścigów kolarskich. Tysiące przejechanych kilometrów, ból, potężny wysiłek i niewyobrażalna wręcz wola walki pozwalająca przezwyciężyć to wszystko, by stanąć na mecie z podniesioną głową. Wśród oklasków, zdumienia, podziwu i niesamowitej satysfakcji z pokonania dystansu i siebie. Czy to nie jest magia? 

Czy magią nie jest fakt, iż po zejściu z roweru, kiedy każdy „normalny” człowiek miałby już dość na całe życie ta miłość do roweru nie znika, a wręcz nasila się jeszcze bardziej? I jeszcze bardziej ciągnie do wielkiego wysiłku, trudu i żmudnych godzin codziennych treningów. 

W powszechnym przekonaniu panuje teoria, iż do uprawiania kolarstwa wystarczy rower oraz „jakiś” strój. Takie myślenie jest zazwyczaj charakterystyczne dla ludzi „z zewnątrz”, którzy niewątpliwie mylą kolarstwo szosowe ze zwykłą jazdą o charakterze rekreacyjnym. Przyjrzyjmy się zatem jak powinno wyglądać przygotowanie do uprawiania tej dyscypliny sportu.

WYPOSAŻENIE   

Bez wątpienia jest najważniejszym aspektem kolarstwa szosowego. Mimo, iż nawet wysokiej klasy rower sam nie pojedzie i na niewiele się zda bez codziennych treningów oraz odpowiednio skomponowanej diety, to jednak dobrze dopasowany, może w znacznym stopniu przyczynić się do naszego sukcesu.

Rower stanowi integralną część kolarza i jest najdroższym składnikiem jego wyposażenia. Zanim zagłębię się w dalsze dywagacje na ten temat pragnę w tym miejscu zaznaczyć, iż pisząc o kolarzach mam na myśli osoby, dla których kolarstwo szosowe stało się pasją, swego rodzaju sposobem na życie. I nie koniecznie chodzi tu o zawodowstwo (z resztą miłośnicy szos zaglądający na tę stronę doskonale wiedzą o kim myślę J).

Mówiąc o dopasowaniu wyposażenia nie sposób pominąć dość istotnej uwagi, a mianowicie, iż rowery szosowe z gruntu nie należą do najwygodniejszych. Ich głównym przeznaczeniem jest przecież ściganie się, a więc minimalizacja wszelkich oporów powietrza na rzecz maksymalizacji prędkości. Wymusza to skrajnie nienaturalną pozycję kolarza. Ta znacząca niedogodność w połączeniu z takimi choćby cechami roweru jak: wąskie 23 – 25 mm, wykluczające jakikolwiek stopień amortyzacji opony oraz twarde siodełko wpływa negatywnie na komfort jazdy. Nie wspomnę o dostosowaniu tego typu rowerów do gładkich twardych powierzchni dróg, z czym u nas średnio (choć uczciwie muszę przyznać, iż sytuacja ulega stopniowej poprawie). Dlatego też warto zadbać o to, by nieprawidłowy dobór roweru dodatkowo nie obniżał wygody, a co najważniejsze, bezpieczeństwa jazdy.  

Decydując się na zakup naszego wymarzonego bicykla należy zatem zwrócić szczególną uwagę aby był stosunkowo lekki i posiadał parametry techniczne pozwalające na jak najskuteczniejsze przełożenie siły naszych mięśni na zamierzone osiągi (średnia i maksymalna prędkość, długość przebytego dystansu, zdolność pokonywania wzniesień itp.). Niezwykle istotny jest też odpowiednie dostosowanie wielkości ramy roweru do naszego wzrostu oraz takie czynniki jak: wysokość siodełka, szerokość kierownicy, długość jej mostka oraz wysokość wspornika. Nawet najmniejszy błąd w adaptacji roweru np. o 0,5 cm może mieć wpływ na ekonomikę, ergonomię oraz bezpieczeństwo jazdy.

Kiedy już wybierzemy odpowiedni rower (i oczywiście za niego zapłacimy J) dobrze jest zastanowić się nad zakupem odpowiedniego stroju. Jest to o tyle istotne, iż profesjonalny strój do jazdy na „szosówkach” ma nie tylko chronić nas przed niesprzyjającą temperaturą i opadami, ale także sprawić, abyśmy byli dobrze widoczni na drodze. Z reguły rowerów szosowych używa się na jezdniach, w otwartym ruchu ulicznym, ważne jest więc abyśmy nie „zlewali się” kolorystycznie z asfaltem. Stąd też stroje kolarskie są kolorowe, a barwy są bardzo jaskrawe i intensywne. Jazda w ubraniu przeznaczonym do tego właśnie celu to także względy higieniczne i estetyczne. Materiały, z których są wykonane są przewiewne, przepuszczają powietrze, przez co ograniczają nadmierne pocenie spowodowane wysiłkiem fizycznym. Doskonale też trzymają ciepło przez co zmniejsza się ryzyko wyziębienia organizmu przy spadku temperatury. Popularna „pielucha” wszyta w spodnie kolarskie skutecznie zapobiega wszelkim otarciom i korzystnie wpływa na komfort jazdy (bo i siodełko już nie takie twarde J). Tych wszystkich wygód nie doświadczymy wyskakując na „bajka” w dresiku. Nawet, jeżeli jest to nasz ulubiony dresik z dwoma paskami J J. Z resztą wyglądalibyśmy nader groteskowo zakładając do naszego dresika profesjonalne kolarskie buty. Jedyne, które umożliwiają wpięcie w dość nietypowe i specyficzne pedały. Buty posiadają usztywnioną podeszwę wyposażoną w specjalne bloki mocujące oraz szereg cech wpływających na jakość użytkowania (m.in. wysoki stopień wentylacji, wygodne zapięcie na rzepowe paski z zabezpieczeniem przed rozpięciem, specjalnie wzmocniona pięta z widocznymi elementami odblaskowymi itp.). Jak więc możemy zauważyć dość znacząco różnią się od naszych wysłużonych adidasków J

Do jednych z najistotniejszych elementów wyposażenia niewątpliwie należy kask. Mimo iż jest on niedoceniany przez niektórych kolarzy (nastała moda na jazdę w czapeczce, tudzież innej chuście) to osobiście znam takich którym życie uratował. Ponadto przydają się także takie drobiazgi jak bidony, pompka, łatki na dętki, klucze itp., bo nigdy nie wiadomo jakie licho na drodze czyha, a Przezorny Zawsze Ubezpieczony.

TRENING

Jak już wcześniej wspomniałam rower – choć najlepszy – sam nie pojedzie. Sukces w dużej mierze zależy od nas samych. Od naszej determinacji, wytrenowania oraz warunków psychofizycznych. Dlatego, jak w każdej dyscyplinie sportu ogromną rolę odgrywają treningi. Stare kolarskie porzekadło mówi, że największe wyścigi wygrywa się zimą. Jest w tym sporo prawdy zważywszy na fakt, iż trudno wymagać od siebie doskonałej formy na początku sezonu jeśli całą zimę „przespało się” pod cieplutkim kocykiem na kanapie zarządzając leniwie pilotem od telewizora. Wiem, wiem... temperatura za oknem nie wzbudza optymizmu, wieje silny wiatr i na dodatek zapowiadali obfite opady śniegu. Są oczywiście kolarze nieugięci, dla których taki stan rzeczy nie stanowi problemu. Wsiadają na swojego rumaka (zazwyczaj MTB, bo na szosie po śniegu średnio fajnie się jeździ) i heja do lasu. Natomiast są też tacy, dla których przytoczone powyżej warunki atmosferyczne to doskonała wymówka do rezygnacji z treningu.

Dla takich kolegów mamy pocieszenie w postaci innych form aktywności sportowej sprzyjających podtrzymywaniu, a nawet zwiększaniu wydolności i wytrzymałości. Do najbardziej popularnych należą:

Bieganie – (również na nartach biegowych) wykorzystywane najczęściej w celu zastąpienia treningu wytrzymałościowego na rowerze. Szczególnie przydatne i skuteczne są tzw. marszobiegi, czyli bieg przeplatany z marszem. W miarę wytrenowania możemy stopniowo skracać odcinki marszowe dążąc do maksymalnego wydłużania biegu. Podczas stosowania tzw. podbiegów (biegów pod górkę, których technika została opisana na stronie http://bieganie.pl/?show=1&cat=2&id=642) pracują te mięśnie, które odpowiedzialne są również za jazdę na rowerze.

Trenażer – lub wszelkie odmiany rowerów stacjonarnych – odnoszą ten sam skutek co jazda na świeżym powietrzu, z tą jednak różnicą, iż warunki panujące za oknem są dla nas całkowicie obojętne. Jeździmy bowiem w zaciszu domowym, pamiętając o odpowiedniej wentylacji pomieszczenia. A jak ktoś lubi, to można nawet w telewizji odtworzyć sobie nagranie z lipcowego Tour de France i poczuć adrenalinkę ścigając się z Armstrongiem (tylko należy pamiętać, aby najpierw nagrać wyścig, bo nie będzie z czego odtwarzać ;-).

I na koniec ważna uwaga. Niezależnie od tego czy nabędziemy trenażer, rolki, czy inny rower stacjonarny musi to być, podobnie jak szosówka, sprzęt dobrej jakości. Wymaga to sporych nakładów finansowych, ale to jest chyba jedyna wada tego typu treningu.

Halowe gry zespołowe – sprzyjają połączeniu dobrej zabawy z doskonałym treningiem o charakterze interwałowym (strategia treningu fizycznego polegająca na przeplataniu krótkich okresów bardzo intensywnego wysiłku krótkimi okresami wysiłku umiarkowanego). Należy przy tym jednak bardzo uważać, gdyż jedną ze znaczących wad takich gier jest wysoki stopień kontuzjogenności.

Siłownia – systematyczny udział w ćwiczeniach siłowych przynajmniej dwa razy w tygodniu sprzyja optymalnemu przygotowaniu naszego organizmu do okresu, kiedy znów zaczniemy  treningi kolarskie. Na skuteczność przygotowania do sezonu szczególnie korzystny wpływ wywierają ćwiczenia wzmacniające obręcz barkową, brzuch, plecy i ręce. Jako przygotowanie do treningów kolarskich zaleca się stosowanie tych ćwiczeń w ilości dwóch serii na jedną grupę mięśniową, przy czym jedna seria to około 20 powtórzeń.

Pływanie – stanowi szczególnie pożyteczną formę treningu. Woda rozluźnia mięśnie, a pływanie zwiększa wydolność oddechową płuc poprzez wzmacnianie mięśni odpowiedzialnych za proces oddychania. Z uwagi na wzmocnienie mięśni kręgosłupa zaleca się kolarzom szczególnie pływanie stylem grzbietowym, natomiast nurkowanie doskonale wpływa na ćwiczenia mięśni oddechowych.

Wróćmy jednak do typowego treningu kolarskiego. Trening dla każdego kolarza jest kwestią indywidualną i każdy ma swoją własną koncepcję na jego realizację. Jedni zwracają uwagę na przejechany dystans, inni na maksymalną prędkość, a jeszcze inni na średnią prędkość, czy przewyższenia podjazdów. Jedno jest jednak pewne: jeśli chce się coś osiągnąć w tym sporcie nie uniknie się żmudnej, ciężkiej pracy. I to najlepiej codziennie, przy czym jazdę wysiłkową przynajmniej dwa razy w tygodniu dobrze jest zastąpić jazdą odpoczynkową. Dobrze jeśli trening trwa od 2,5 do 5 godzin i realizowany jest ze zróżnicowanym stopniem intensywności. Jest to dość trudne i bardzo wyczerpujące, nie mniej jednak regularne treningi sprzyjają znoszeniu przez organizm takiego obciążenia. Niezależnie od tego, jak rozłożymy sobie dni treningowe muszą one być dobrze zaplanowane. Musimy pamiętać o zabraniu ze sobą bidonów z piciem – najlepiej napojem energetycznym w przynajmniej jednym z nich, czegoś do przegryzienia po drodze (batony, kanapka, czy chociażby suszone owoce) oraz odpowiedniego ubrania (np. rękawki, czy nogawki kiedy jest chłodno, łatwo bowiem wbrew pozorom o wyziębienie organizmu). Większość ludzi, dla których kolarstwo jest pasją sporządza plany treningowe na cały rok – uwzględniając także opisane powyżej formy treningu zimowego. Daniel zapytany o swoje plany treningowe opowiada: „Plany treningowe robione są na cały rok już z góry. Okres treningowy zaczyna się zimą. W moim przypadku jest to chodzenie na siłownię i  jazda na nudnym trenażerze, na którym wysiedzieć 40 minut to nie lada sztuka. Wtedy robi się podbudowę tlenową i na przełomie zimy i wiosny wchodzi trening w beztlenie, który z dobrymi fundamentami treningu zimowego daje możliwość wytrzymania dużego wysiłku. W okresie zimowym kiedy jeżdżę tylko na trenażerze, myślę już o treningach na dworze no i oczywiście zaczynam się przygotowywać do maratonów, które uwielbiam. Każdy dzień treningu jest to krok dalej, krok do formy dającej możliwość osiągnięcia wymarzonego sukcesu, i tylko regularność i cierpliwość będzie owocowała w wyniki, dlatego jest to sport wymagający poświęcenia się mu całkowicie, wiec każdy opuszczony trening to jakby oddalanie się od wymarzonego celu. Ja zazwyczaj swój cykl treningowy zaczynam wczesną wiosną a kończę późną jesienią. Na cel wytyczony sobie trzeba patrzeć jak na słońce i nie odwracając od niego wzroku, iść do przodu nie zatrzymując się i nie wątpiąc w jego słuszność. Trening to dla kolarza rzecz święta. Ja na przykład prowadzę swój dzienniczek treningów, w którym zapisuję wszystkie ich parametry (datę treningu, ilość przebytych kilometrów łącznie, dziennie, czas jazdy, warunki pogodowe, średnia prędkość, maksymalna prędkość, średnie tętno, maksymalne tętno, spalone kalorie oraz czy jechałem sam czy z kimś). Jest to dosyć przydatne i pomaga w śledzeniu swojej formy”. Doskonałą formą sprawdzenia swoich umiejętności jest udział we wszelkiego rodzaju zawodach i maratonach. Pozwala to skonfrontować swoje osiągnięcia z innymi „kolegami po fachu” i daje podstawy do późniejszej pracy na treningach nad naszymi słabymi stronami i „niedociągnięciami” zaobserwowanymi podczas takich zawodów. Maratony posiadają jeszcze jedną niewątpliwą zaletę. Dają możliwość poznania wielu ludzi zarażonych podobną pasją, wymiany kontaktów, doświadczeń, a także przydatnych informacji dotyczących na przykład sprzętu, diety, czy strategii treningowej.

Niezależnie od tego czy trenuje się dla zawodów, czy wybiera indywidualną kontemplację swojej pasji bez chęci sprawdzania się w peletonie warto uprawiać ten sport. Pomijając bowiem aspekty zdrowotne i pozytywny jego wpływ na naszą kondycję w doskonały sposób uczy pokory, walki ze swoimi słabościami (także charakteru) oraz sumienności pracy nad sobą. I mimo, iż sama jestem tylko pośrednio związana z kolarstwem szosowym żywię ogromny szacunek dla każdego, kto wybrał i uprawia ten sport. Bowiem każdy kolarz jest wyjątkowy. Wyjątkowy poprzez swoją pasję i determinację w dążeniu do doskonałości. I nawet jeśli nie wygra wyścigu, nie stanie na podium i nie dostanie pucharu, czy medalu i tak jest już zwycięzcą. Ponieważ każdego dnia pokonując dystans - pokonuje siebie.                                                                                     

„Kolarstwo to jedna z najtrudniejszych dyscyplin sportu, nawet najgorszy kolarz jest wciąż wybitnym sportowcem”

                 .                                                  (Marco Pantani)

                                                                              autorka artykułu Adriana S.

Administrator strony --------- Daniel (lionheart33) --------- marzec 2009

Powered by dzs.pl & Hosting & Serwery