Z ŻYCIA KLUBU

  • Aktualności

ROWEROMANIA

  • Moja Roweromania
  • Magia kolarstwa
  • O wyścigach szosowych
  • Tuning roweru-odchudzanie
  • Ranking podjazdów
  • Mistrzowie kolarscy
  • Blog treningowy Daniela
  • Opisy zawodów
  • Wyścigi kolarskie
  • Nowa złożona maszyna
  • Górskie skalpy

O NAS

  • Kolarze
  • Stroje teamowe

TRENINGI

  • Najbliższy trening
  • Nasze trasy
  • Opisy treningów
  • Górskie treningi
  • AUSTRIA TYROL 2015 r
  • KOTLINA KŁODZKA 2015

GALERIA

  • Fotki Daniela
  • Zdjęcia z treningów
  • Zdjęcia z zawodów
  • Zdjęcia z rajdów
  • Wycieczki rowerowe
  • Filmiki
  • Fotki z Giro d'Italia 2009

ZAWODY

  • Maratony i wyścigi szosowe
  • Maratony i wyścigi szosowe 2
  • Maratony-rajdy

BIEGANIE

  • Biegi-zawody
  • Galeria biegowa

KONTAKT

  • Poczta, GG

LINKI

  • Linki do ciekawych stron

  • HOME

Opisy zawodów

MARATON W CHOSZCZNIE 15.06.2013 r.
 
W dniu maratonu obudziłem się z katarem, lekkim bólem gardła oraz podwyższoną temperaturą. Czułem, że dziś moje nogi nie będą na tyle mocne, aby móc powalczyć o dobry czas. Start mojej grupy późno, bo dopiero o 10:48.
Podobnie jak w ubiegłym roku przyszło mi jechać tylko z jednym zawodnikiem (140). Razem współpracowaliśmy doganiając zawodników startujących przed nami. Przez jakiś czas jechaliśmy w czteroosobowej grupie, ale później znowu popędziliśmy we dwójkę. Na około 50-tym km dogoniliśmy Leszka N. - kolegę z którym przyjechałem do Choszczna na maraton. On jednak do nas nie dołączył. Na 60-tym km wyprzedziło nas dwóch zawodników. Mój kompan z nr 140 dołączył do tej dwójki, zapodali bardzo mocne tempo, przy czym ten, który nas prześcignął został i jechał przede mną. Pozostali zniknęli za horyzontem. Doskoczyłem do jadącego przede mną kolegi.  Jechaliśmy razem po zmianach, przy czym jego zmiany były mocniejsze. Po jakimś czasie przyłączył się do nas kolega z numerem 115, który jednak nie dawał żadnych zmian.
Na około 80-tym km doszła do nas spora grupa zawodników. Peleton liczył ok 25 osób. Myśl miałem jedną, aby jak najdłużej pozostać w peletonie. Udało mi się. Trzy razy wychodziłem na czoło grupy. Prowadzenie grupy kosztuje jednak wiele wysiłku, więc postanowiłem nie forsować się zbyt mocno. Na ok 100 km znajdował się punkt żywieniowy i bramka, przez którą trzeba było przejechać. Udało nam się z jednym z zawodników odskoczyć od grupy. Postanowiliśmy uciekać. Nie było nam dane długo cieszyć się ucieczką. Jazda pod wiatr stała się na tyle uciążliwa, że peleton nas dogonił. Małe harce zaczęły się na ok. 142 km. Zaczęliśmy uciekać w 3-osobowym składzie. Później dołączył do nas jeszcze jeden kolarz. Po mocnym zrywie puściłem koło. Doskoczył do mnie inny zawodnik.  Sytuacja wyglądała tak: czterech zawodników jechało w jednej grupce, ja z dwoma zawodnikami za nimi. Za nami dwóch, którzy nas dogonili, potem peleton. Sytuacja unormowała się na ok. 5 km od mety.
Nie udało nam się dogonić pierwszej grupki, straciliśmy do nich ok. minuty. Tamci z tyłu nas doszli i na metę wjechaliśmy w drugiej grupie, a za nami już porwany peleton.
Ze startu, mimo nie najlepszego samopoczucia jestem zadowolony. Pogoda dopisała, czas zadowalający 4:30. Miejsce 8 w kategorii na 25, w open 26 na 113 sklasyfikowanych zawodników.

CHOSZCZNO 01 WRZEŚNIA 2012 ROK 

Na udział w choszczeńskim maratonie zdecydowałem się po raz trzeci. W tym roku wybrałem dystans 152 km. Pojechałem z kolegą Michałem. Organizatorzy zaplanowali start mojej grupy na godzinę 8:26. W grupie tylko jeden kolarz z mojej kategorii wiekowej (!). Wiedziałem, że aby pokonać trasę w przyzwoitym czasie muszę się go pilnować.

Po starcie od razu mocne tempo. Kolega z numerem 56 (Robert Wysokiński – kat. M3) pognał do przodu jak rakieta. Nie chcąc go zgubić cisnąłem za nim ile sił w nogach. Dwóch kolarzy próbowało do nas doskoczyć, ale niestety bezskutecznie.

Jechaliśmy po zmianach, cały czas utrzymując tempo około 35 km/ h. Po około 30 km dogonili nas koledzy z numerem 71 (Roman Życiński kat. M2) i 72 (Marian Kołodziejski kat. M5), którzy startowali 3 minuty po nas. Ucieszyłem się że ktoś nas doszedł, bo we dwóch niewiele byśmy zdziałali. Jazda w takim tempie byłaby ciężka i wycieńczająca.

Za Kaliszem Pomorskim zaczęły się małe hopeczki. Pracowaliśmy bardzo sumiennie dając mocne zmiany. Z każdym kilometrem byliśmy coraz bliżej zwartej grupy kolarzy, którzy wystartowali przed nami. W końcu udało nam się dogonić, a nawet minąć tę grupę, w efekcie czego kilku kolarzy zabrało się z nami siadając nam na koło.  Po około 10 km nasza grupa nieco się przerzedziła i zostało nas już 6. Współpraca nadal układała się bardzo dobrze. Jeszcze na około setnym km dogoniliśmy trzech kolarzy, którzy siedli nam na koło nie dając żadnych zmian. Wyglądali na bardzo zmęczonych. Chcieli po prostu dojechać do mety. Ciągnęliśmy ich więc przez niemal 30 km, i dopiero na 20 km przed metą zaczęli nam pomagać dając krótkie zmiany. Niestety w międzyczasie kolegę Mariana (nr 72) zaczęły nękać jakieś skurcze, w efekcie czego został za nami.  Dojechaliśmy do mety w 5 osób. Dystans 152 km pokonałem w 4:19:52 uzyskując przeciętną 35,56 km/ h. Zająłem nieszczęśliwe 4 miejsce w swojej kategorii i 7 miejsce w kat. OPEN. Na pierwszych trzech miejscach w kategorii OPEN znaleźli się kolarze z mojej kat. wiekowej, tak więc M3 zdominowała cały wyścig. Siódme miejsce w kategorii OPEN jakie uzyskałem to największe moje osiągnięcie ze wszystkich dotychczasowych maratonów. Do pierwszego miejsca straciłem zaledwie 5 minut. Wyniki coraz lepsze, forma ok., szczęśliwy, zadowolony, do zobaczenia w Iławie 

 

     http://live.ultimasport.pl/111/index.php?site=results&dys=MEGA%20MARATON&gen=M

 

JEZIORAK TOUR Maraton w Iławie 22.09.2012 r

 Do Iławy przyjechaliśmy w piątek w godzinach wieczornych w 3 osobowym składzie (z Witkiem i Leszkiem). Pogoda na sobotę miała być fatalna: silny wiatr, zimno i ciągłe opady deszczu. Owszem zimno było (ok. 12 stopni C), dosyć silny wiatr, ale za to przez cały wyścig nie spadła ani jedna kropla deszczu.

Na ten właśnie maraton postanowiłem włożyć wszystkie siły i powalczyć o pudło w swojej kategorii wiekowej. Przeglądając i analizując swoją grupę startową zastanawiałem się kto w tym założeniu mi pomoże.

Od samego startu ruszyłem jak torpeda, zostawiając grupę z tyłu. Około 1 km doskoczył do mnie kolega Marian Kołodziejski nr 110 z kat. M5. Z Marianem miałem okazję jechać w Choszcznie. Jechaliśmy razem sumiennie pracując. Doganialiśmy kolarzy, którzy startowali przed nami. O dziwo nikt nie siadał nam na koło, więc skazani byliśmy tylko na siebie. Tak akurat ułożył się ten wyścig, ale wiedziałem, że jadąc tylko we dwójkę za dużo nie zwojujemy. Poza tym od około 90 km zaczęły nękać mnie skurcze. Gdy stawałem na pedały lub chciałem przyspieszyć musiałem popuszczać prędkość. Ratowała mnie tylko dosyć wysoka kadencja. Zaczęła się walka z samym sobą, aby przetrwać ten trudny moment. Nasze tempo jazdy zaczęło spadać, bo kolegę także dopadły skurcze i co chwilę ostukiwał sobie nogę. Na około 120 km doszła nas mała grupka ok. 7 kolarzy. Podczepiliśmy się do nich. Tempo wzrosło, pilnowałem tylko żeby nie puścić koła, choć to było czasami na styku by odpaść. Z tą grupą dojechaliśmy do samej mety. Niestety nie miałem już sił by zafiniszować, skurcze dały mi w kość. Maraton 150 km ukończyłem z czasem 4:30:27 ze średnią 33,28 Dało to 13 miejsce w open i 7 w kat. M3. Znowu najsilniejsza kategoria to M3.


http://live.ultimasport.pl/121/index.php?site=results&dys=MEGA MARATON&gen=M

 


 

Administrator strony --------- Daniel (lionheart33) --------- marzec 2009

Powered by dzs.pl & Hosting & Serwery